„Na wschodzie wrze” - jeszcze cztery lata temu donosiły nagłówki gazet. Na Podlasiu wybuchła wówczas tak zwana „wojna apteczna”. Właśnie tam przerabiano wszystkie możliwe wynaturzenia: leki refundowane za złotówkę lub nawet z dopłatą, konkursy z nagrodami oraz wycieczki zagraniczne z lekiem na receptę w tle. Dzięki uprzejmości prezesa Okręgowej Rady Aptekarskiej w Białymstoku i jednocześnie Naczelnej Rady Aptekarskiej Grzegorza Kucharewicza, mieliśmy okazję wsłuchać się w autentyczny i szczery głos lokalnego środowiska farmaceutycznego. Zapraszamy na pierwszą część zapisu debaty, która odbyła się 8 czerwca w siedzibie ORA w Białymstoku....
Uczestnicy debaty:
dr Grzegorz Kucharewicz – gospodarz debaty, Prezes NRA oraz ORA w Białymstoku
dr n. farm. Jan Chlabicz - Podlaski Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny
mgr Joanna Moroz – Apteka „Arnika” Sokółka
mgr Jarosław Mateuszuk – Apteka przy ul. Mostowej 12c w Augustowie
mgr Beata Wróblewska – Apteka „OAK”, ul. 3 Maja 55a w Hajnówce
mgr Jadwiga Janocha - Apteka Prywatna przy ul. Wojska Polskiego 38 w Kolnie
mgr Wacław Korzeniowski – Apteka przy ul. Lityńskiego 10 w Suwałkach
dr Andrzej Smyk – prezes Organizacji Polskich Dystrybutorów Farmaceutycznych SA
red. Ewa Ostrowska – moderator debaty, Gazeta Farmaceutyczna
red. Wojciech Kwilecki – zdjęcia oraz zapis debaty, Gazeta Farmaceutyczna
mgr Anna Kujałowicz – Wydawnictwo Kwadryga Sp. z o.o.
Grzegorz Kucharewicz: Witam wszystkich Państwa na ziemi białostockiej, powiem przewrotnie – w pierwotnym mateczniku wojen cenowych i reklamowych. Mam nadzieję, że dzięki tej debacie uda nam się wypracować wspólne stanowisko, które pomoże nam sprawniej zwalczać różne patologie, które dotknęły naszą apteczną branżę.
red. Ewa Ostrowska: Na wstępie chciałabym nawiązać do wystąpienia Pana Prezesa podczas tegorocznego Dnia Polskiej Farmacji. Z rozmów kuluarowych z aptekarzami wiem, że zostało przyjęte z dużą aprobatą. Postulujecie Państwo sztywne ceny i marże, jak też wzrost marży aptecznej. Posiadacie Państwo zarówno przeciwników jak i zwolenników tego rozwiązania, prezentujących skrajnie odmienne opinie. Jedni mówią: apteki i pacjenci zyskają. Drudzy twierdzą coś zupełnie odwrotnego.
Grzegorz Kucharewicz: Sytuacja na rynku leków refundowanych jest dość specyficzna – dopłaty i sprzedaż leków za jeden grosz, jak tez inne zachęty do zakupu leków nadal funkcjonują, nie tylko w naszym województwie, ale już w całej Polsce. Udało się jedynie wyeliminować reklamę na leki refundowane w postaci list czy też cenników. To, co się dzieje pokazuje, jak słaby jest system refundacyjny oraz prawo farmaceutyczne, które wymagają szeregu nowelizacji. Najgorszą rzeczą w mojej ocenie jest fakt, że prawo nie jest proste, jasne ani precyzyjne. Jest w nim mnóstwo „drobnych furteczek” które pozwalają na obchodzenie wielu zapisów ustawowych na przykład zakazu reklamy. W wielu krajach prawa farmaceutyczne jednoznacznie wskazują na sposób prowadzenia apteki. W Polsce mamy jeszcze wiele pracy przed sobą. Niestety prace nad nowelizacja prawa farmaceutycznego zostały przerwane, a w nowym zespole powołanym przez Ministra Zdrowia ds. prawa farmaceutycznego, którego zadaniem jest napisanie tego prawa od nowa nie ma ani jednego aptekarza - praktyka, a więc osoby, która aktywnie wykonuje zawód w aptece i ma największa aktualną wiedzę dotycząca potrzeb i oczekiwań dostosowania prawa w dzisiejszej rzeczywistości.
Grzegorz Kucharewicz: Przypomina mi się „noc cudów” w Sejmie, kiedy w przeddzień posiedzenia plenarnego zapisy dotyczące zakazu reklamy aptek oraz sprzedaży wysyłkowej leków w Komisji Zdrowia były poparte przez wszystkich posłów rządzącej koalicji. Na posiedzeniu plenarnym nastąpił niespodziewany zwrot sytuacji. Część posłów ówczesnej koalicji przeżyła zmianę świadomości i opowiedziała się przeciwko proponowanym zmianom. W rezultacie mamy nadal reklamę aptek, jak tez sprzedaż wysyłkową leków, która w naszej ocenie jest nieszczęściem, bowiem jest nie do skontrolowania, a w ogólnych opiniach ponad 60-70 proc. leków sprzedawanych tą drogą to produkty sfałszowane!
Andrzej Smyk: Żeby troszeczkę zaostrzyć tę dyskusję powiem, że reklamę nazywa się nieszczęściem, ale to nie do końca jest prawda. Polski rynek farmaceutyczny dawno temu stał się rynkiem otwartym. Nie było ograniczeń demograficznych ani geograficznych. Na rynku otwartym istnieje konkurencja, więc musi on działać podobnie jak spożywczy, paliwowy i każdy inny. Z jednej strony trochę tracimy z pola widzenia misję, ale z drugiej jesteśmy zmuszeni zapłacić podatki, pensje pracownikom, prąd itp. – to stwarza nieustające wyzwanie. Właściciel przyparty do muru zaczyna działać biznesowo, ostro i stąd biorą się kontrowersje.
Grzegorz Kucharewicz: Tylko, że w większości krajów Unii, taki rodzaj reklamy aptek, jak u nas w ogóle nie istnieje. Reklamy w Polsce są niestety często narzędziem do likwidacji ekonomicznej sąsiadujących ze sobą aptek.
Jan Chlabicz: W Białymstoku w 2005 r. pojawiły się reklamy aptek. Ówczesne prawo dawało taką możliwość. Mimo różnych prób ze strony Inspektoratu Farmaceutycznego przy udziale samorządu aptekarskiego, nie udało się zahamować tego zjawiska. Dopiero nowelizacja ustawy w maju 2007 roku wprowadziła dodatkowy artykuł o zakazie reklamy aptek w odniesieniu do produktów leczniczych lub wyrobów medycznych umieszczonych na wykazach leków refundowanych lub produktów leczniczych lub wyrobów medycznych o nazwie identycznej z nazwą produktów leczniczych lub wyrobów medycznych umieszczonych na tych wykazach. W Białymstoku ograniczyło to reklamę skutecznie, bowiem wielu przedsiębiorców otrzymało zakazy, były także odwołania do sądów. Mimo to w dalszym ciągu pojawiają się foldery, na których umieszczone są produkty lecznicze OTC.
całość debaty w numerach lipcowym i sierpniowym (7-8/2009) Gazety Farmaceutycznej
